Navarette -> Ciruena 32 km – Camino de Santiago dzień 9

Rano powitał nas kolejny przepiękny wschód słońca. Dzień był długi i bardzo gorący. Po drodze było niewiele cienia.  W drodze spotkaliśmy pielgrzyma z Brazylii ubranego w tradycyjny strój w jakich chodziło się po Jakubowym szlaku kilka wieków temu. Szliśmy z nim razem dłuższą chwilę. Opowiedział nam swoją historię. Pochodził z Brazylii, gdzie pracował dla fundacji, która opiekuje się ludźmi bezdomnymi na ulicy. To co mnie zaskoczyło to jego plan wędrówki. Opowiadał, że teraz idzie do Santiago, a potem wsiada w samolot i leci na spotkanie z Papieżem na ŚDM’y w Krakowie. Spotkaliśmy go 8 lipca, do Santiago mieliśmy jeszcze ponad 500 km, a ŚDM’y odbywały się przecież pod koniec lipca. Trochę nas zaskoczył mówiąc, że w tak krótkim czasie planuje dotrzeć na miejsce, tym bardziej, że nie był szybkim piechurem. Jak potem nam powiedział robił ponad 40 km dziennie. Po prostu zaczynał bardzo wcześnie i kończył bardzo późno. Nie ma nic niemożliwego.

Porady praktyczne:

Na miejsce noclegu tego dnia wybraliśmy albergue Victoria. Albergue prowadzone było w domu przez matkę z córką. Bardzo przyjazne i czyste miejsce. Menu Peregrino bardzo dobre i z dokładkami. W samej miejscowości nie ma żadnego sklepu, ale u hospitalery można kupić wszystko co potrzebne pielgrzymowi i to za rozsądną cenę.

Logrono -> Navarrete 15 km – Camino de Santiago dzień 8

Dzisiejsza droga prowadziła nas przez malownicze obrzeża Logrono. Ten odcinek naszej trasy należał do tych krótkich. Trochę dlatego, że potrzebowaliśmy chwili odpoczynku, a trochę dlatego, że odstraszyły nas burzowe chmury, które widzieliśmy w oddali na naszej trasie. Zostaliśmy tego dnia w Navarrete, Była to jedna z lepszych decyzji bo trafiliśmy do albergue La Casa del Peregrino, w którym przyjmował chyba najmilszy hospitalero na Camino do tej pory. Starszy pan mówił tylko po hiszpańsku, ale dogadywaliśmy się z nim bez problemu. Trochę na migi, trochę po hiszpańsku. Jego żona bardzo chciała nam pomóc gotować obiad i pytała o wszystkie składniki jakie używaliśmy i czy przypadkiem nie zapomnieliśmy dodać soli 😉 . Przesympatyczni ludzie. Schronisko znajdowało się trochę na uboczu i trzeba było odbić ze szlaku pod górkę, ale było warto. W miejscowości był też przepiękny kościół, który warto odwiedzić. Po wieczornej mszy  było specjalne błogosławieństwo dla pielgrzymów. Poczuliśmy tutaj prawdziwy klimat Camino.