Nasz kolejny dzień zapowiadał się pięknie. Pogoda zgodnie z prognozami miała być piękna !!! Cały dzień zero deszczu 🙂 . Koniecznie musieliśmy to wykorzystać. Więc trasa na dziś to przejście do Morskiego Oka przez Szpiglasową Przełęcz, Morskie Oko, i powrót do Doliny Pięciu Stawów Polski przez Świstówkę. Na początek dnia śniadanie w najlepszym towarzystwie Miedzianych i Opalonego Wierchu, przepięknych widoków nad Przednim Stawem Polskim 🙂 .
A teraz komu w drogę temu w czas. Swoją dzisiejszą przygodę rozpoczynamy idąc szlakiem od schroniska – „Piątko” w stronę Szpiglasowej Przełęczy. Wędrujemy w miłym towarzystwie motyli i ciszy na szlaku. Dopiero gdzieś tam dalej widać pierwszych turystów. Szlak w tym kierunku raczej mało oblegany. Pogoda jest piękna pomału zdobywamy wysokość.
Tuż przed zdobyciem samej przełęczy trzeba przejść, krótki odcinek, na którym są łańcuchy, ale nie jest to ciężka trasa w lato raczej przyjemna. Łańcuchy są, ale nie jest to żaden trudny technicznie odcinek. Trochę osób wchodzi z nami. Jedna Pani trochę przerażona widokiem łańcuchów i w ostatecznym rozrachunku rezygnuje. Po chwili jesteśmy na przełęczy i wdrapujemy się z niej krótki kawałek na Szpiglasowy Wierch.
I już za minutkę już za momencik mamy szczyt mniam palce lizać 🙂 .Przepiękny 🙂 .
Przepiękne widoki zapisujemy sobie w głowach, żeby nam starczyło na wszystkie te zimowe chłodne wieczory.
Odpoczynek na szczycie cieszy nasze oczy i dusze, lecz ze względu na spory kawał trasy przed nami idziemy dalej schodzącdo Morskiego Oka słynną ceprostradą strasznie strasznie monotonną i dłużącą się trasą, ale widoki wynagradzają nam schodzenie po zygzakach równo ułożonych dużych kamieni.Po drodze mijamy piękny Mnich, który z góry nie wygląda, aż tak groźnie jak z dołu.
Idziemy i w końcu naszym oczom ukazuje się plaża nad Morskim Okiem, a na niej tłumy, tłumy ludzi. Postanawiamy, że zostaniemy chwilę na MOK-u zjemy gorący kubek, kanapkę, zregenerujemy siły i dopiero ruszymy dalej.
Przy takich plażowych tłumach regeneracja sił wydaję się być męcząca. Więc po chwili odpoczynku ruszamy dalej. Na Świstówkę 🙂 . Droga w górę jest całkiem przyjemna idzie się nam całkiem nieźle a pomimo już kilku ładnych kilometrów w nogach to podejście pod górę nie jest problemem. Jedyna przeszkoda na drodze to tłumy ludzi wędrujących w dół. O tej godzinie, a jest około 17 wszyscy ruszają ze schroniska w dolinie Pięciu Stawów Polskich w dół i wszystkie te osoby musimy minąć. Niewiele osób idzie w górę. Przez chwilę wydaje nam się, że to tylko my idziemy w przeciwnym kierunku jednak po chwili naszym oczom ukazują się dwie osoby przed nami, którzy otrzymują od nas ksywkę koziczki :-p . Przez chwilę koziczki idą przed nami stukając kijaszkami 🙂 . Na pewno podążają na noc do schroniska bo na plecach mają całkiem pokaźnych rozmiarów plecaki. Tuż przed samą Świstówką koziczki chyba stwierdziły, że jakoś długo im się idzie więc postanawiają zapytać osoby wracające ile jeszcze do schroniska. Niestety ich wybór pada na panią, która nie ma dla nich zbyt dobrych wieści. Na pytanie ile jeszcze do schroniska mówi cytuje „Panie ja to tutaj chyba ze cztery godziny szłam i jeszcze daleko daleko.” Strasznie nas to rozśmieszyło bo wiedzieliśmy, tak naprawdę że to już niedaleko. Mijamy więc sprawnie zmartwione koziczki i szybko wchodzimy na Świstówkę, będąc już na górze widzimy w dole nasz cel ale to co mnie martwi to słyszymy zbliżające się pomruki burzy. Więc sprawnym tempem schodzimy na dół robiąc szybkie zdjęcia to tu to tam.