Belorado ->Ages 28 km – Camino de Santiago dzień 11

Ten odcinek drogi należał do tych gdzie przewyższenia terenu sprawiają, że człowiek ma ochotę siąść na środku drogi i nie zrobić ani kroku dalej. Szczególnie jeśli jego nieodłączni przyjaciele pęcherze na stopach mają się świetnie. Jedyne co trzyma nas przy życiu na tym odcinku drogi to rozstawione stoiska z owocami, napojami i jedzeniem za donativo przez miejscowych dla pielgrzymów. Najważniejsi są jednak ludzie spotkani po drodze. To oni sprawiają, że każdy dzień jest warty każdego postawionego kroku. My ten odcinek wędrowaliśmy z chłopakami z Polski Frankiem i Wojtkiem, a potem z rodziną z Francji. Każdy na tej drodze oprócz bagażu na plecach niesie ze sobą swój osobisty bagaż doświadczeń – swoją własną historię napisaną przez życie.

Porady praktyczne:

Na nocleg w Ages polecamy albergue El Pajar. Małe albergue, czyste może łazienki trochę małe i niezbyt idealne, ale ujdzie. Polecamy bardzo menu peregrino w tym miejscu, super przyrządzona kolacja wszystko świeże i mega duże porcje. Nikt oprócz nas nie zamówił tego dnia menu peregrino i czuliśmy się tutaj jak na randce w najlepszej restauracji.

Ciruena -> Belorado 29 km – Camino de Santiago dzień 10

Love is the answer – to napis, który zobaczyłam, dopiero na zdjęciach po powrocie do domu, a mijaliśmy go tego dnia po drodze.  Tego też dnia mijaliśmy napis “why are you walking”. Takie napisy czasami niby nie istotne to jednak zmuszają do zastanowienia się nad swoją drogą, nad jej celem. Teraz po czasie wiem, że dużo prawdy jest w tym napisie, to miłość jest odpowiedzią. Pogoda jak zwykle nas dzisiaj “rozpieszczała”. Upał dał nam się we znaki. Dlatego na miejsce noclegu wybraliśmy albergue Cuatro Cantones z basenem. Jedna z  zabawniejszych sytuacji z dzisiejszego dnia: szliśmy sobie drogą przed nami szło kilku francuzów w sporej odległości przed nami w pewnym momencie zniknęli nam za zakrętem. Po chwili gdy zobaczyliśmy ich ponownie stali pochyleni nad okolicznymi krzakami i oglądali z przejęciem lokalne ślimaki. Wyglądali jakby stanowiły one dla nich łakomy kąsek na obiad ;-p . Tego dnia też mijaliśmy całe pola słoneczników, które były jeszcze zielone tylko gdzieś w oddali widoczny jeden rozkwitnięty żółty słonecznik. Niesamowity widok. A w miejscowości, do której dzisiaj dotarliśmy, trafiliśmy na mszę z błogosławieństwem dla pielgrzymów prowadzonego przez najbardziej pozytywnie zakręconego księdza jakiego do tej pory spotkaliśmy. Wieczorem słuchaliśmy gry na trąbce dziewczyny, która przez całe swoje Camino niosła plastikową trąbkę, tylko po to żeby grać innym :-).