Biskupia Kopa 889 m n.p.m. – Góry Opawskie – KGP – Zimowe wejście

Początek lutego Gdańsk, zero śniegu, jedziemy w góry w końcu nasze wytęsknione. Dojeżdżamy na miejsce. Nasz pierwszy nocleg zaplanowaliśmy w schronisku „Pod Biskupią Kopą”. Samochód zostawiamy na sporym w tym terminie darmowym parkingu pod „Ziemowitem” w Jarnołtówku. Pogoda jest piękna wszędzie biało idąc pod górę żółtym szlakiem podziwiamy widoki i rozkoszujemy się pięknem zimy.

Po dotarciu do schroniska zostawiamy rzeczy w pokoju i ruszamy  na podbój szczytu. Na szczycie zastajemy niestety już zamkniętą wieżę i dopalające się ognisko. Spokój, cisza i brak ludzi.

Po powrocie mała sesja zdjęciowa wnętrz i na zewnątrz. I słynne krawaty, które wiszą tu jako przestroga dla tych co ośmieliliby się wejść do schroniska pod krawatem. Zostaną one niezwłocznie odcięte i dołączą do reszty zdobycznych wiszących już w schronisku. W schronisku im bliżej wieczora coraz mniej ludzi ale jest przytulnie, smaczne jedzenie i całkiem komfortowe pokoje.

Wieczorem mamy gości pod oknami, którzy czyhają tylko na jakiś smakołyk, a że mieliśmy okna otwarte bo w pokojach było naprawdę gorące. To chętnie do nas zaglądały.

Przed snem idziemy jeszcze na zewnątrz odetchnąć świeżym górskim powietrzem i zwiedzamy okolicę.

Łysica 612 m n.p.m. – Góry Świętokrzyskie – KGP

„Razem z nami będziesz wędrował, Po Łysicy i Świętym Krzyżu, Poznasz urok Gór Świętokrzyskich”.  Korzystając z ostatnich dni urlopu zakwaterowaliśmy się w Busku Zdrój w hotelu Słoneczny Zdrój . Postanowiliśmy zafundować sobie luksus po trudach wędrówek po schroniskach. Był to strzał w dziesiątkę 🙂 . Pod nosem mamy basen i saunę w której relaksujemy nasze zmęczone mięśnie. Wybraliśmy to miejsce nie tylko dla odpoczynku, ale  też aby zdobyć kolejny z listy szczyt KGP – Łysicę. Ponieważ mój mąż złapał chyba jakąś grypę żołądkową po naszym pobycie w Roztoce postanawiamy maksymalnie wykorzystać błogie lenistwo w hotelu i tuż przed wyjazdem do domu wejść na Łysicę w między czasie zwiedzamy trochę miejscowość jest to typowo sanatoryjne uzdrowisko co widać po wędrujących po parku ludziach. Park jest ładny hasają w nim wszędzie rude wiewiórki.

Jemy lody i pozwalamy ogrzać się promieniom słonecznym, których tak nam brakowało w Tatrach.

Nastaje ostatni dzień urlopu czas wracać do domu tęsknimy już za własnym łóżkiem, ale też wiem jak bardzo będziemy tęsknić za bezkresnym widokiem gór nas otaczających i pewnie dopiero za rok może wcześniej uda nam się znowu postawić nasze stopy na górskim szlaku. Stawiamy nasze stopy na drodze na ostatni szczyt w czasie tego urlopu. Podejście, krótkie ale ku przestrodze dla innych polecam jednak wziąć na ten szlak buty trekingowe bo szlak może i jest spacerowy, ale strasznie błotnisty, a pod koniec kamienisty co jest i tak lepsze niż błoto na pierwszej połowie szlaku.

W niedługim czasie wchodzimy  na szczyt, no cóż nie są to widoki jak w Tatrach, ale coś tam widać.  Na górze jest sporo ludzi jako, że jest to długi weekend sierpniowy, wszyscy korzystają i spacerują. Pstrykamy jeszcze parę fotek i schodzimy do samochodu.

Samochód zostawiliśmy przy hotelu  na parkingu, tuż na przeciwko kościoła który co prawda jest płatny 10 zl, ale za to monitorowany no i jest miejsce do zaparkowania czego nie można powiedzieć o przydrożnych parkingach, które pękają dzisiaj w szwach. I  można tą kwotę  z opłaty w całości za parking wykorzystać w barze więc siadamy na kawę i rozmawiamy o minionych pełnych wrażeń dwóch tygodniach.

Nasza trasa: