Początek lutego Gdańsk, zero śniegu, jedziemy w góry w końcu nasze wytęsknione. Dojeżdżamy na miejsce. Nasz pierwszy nocleg zaplanowaliśmy w schronisku „Pod Biskupią Kopą”. Samochód zostawiamy na sporym w tym terminie darmowym parkingu pod „Ziemowitem” w Jarnołtówku. Pogoda jest piękna wszędzie biało idąc pod górę żółtym szlakiem podziwiamy widoki i rozkoszujemy się pięknem zimy.
Po dotarciu do schroniska zostawiamy rzeczy w pokoju i ruszamy na podbój szczytu. Na szczycie zastajemy niestety już zamkniętą wieżę i dopalające się ognisko. Spokój, cisza i brak ludzi.
Po powrocie mała sesja zdjęciowa wnętrz i na zewnątrz. I słynne krawaty, które wiszą tu jako przestroga dla tych co ośmieliliby się wejść do schroniska pod krawatem. Zostaną one niezwłocznie odcięte i dołączą do reszty zdobycznych wiszących już w schronisku. W schronisku im bliżej wieczora coraz mniej ludzi ale jest przytulnie, smaczne jedzenie i całkiem komfortowe pokoje.
Wieczorem mamy gości pod oknami, którzy czyhają tylko na jakiś smakołyk, a że mieliśmy okna otwarte bo w pokojach było naprawdę gorące. To chętnie do nas zaglądały.
Przed snem idziemy jeszcze na zewnątrz odetchnąć świeżym górskim powietrzem i zwiedzamy okolicę.