Swoją wędrówkę na Śnieżnik rozpoczynamy w miejscowości Międzygórze. Dojeżdżamy prawie do końca miejscowości i parkujemy samochód zaraz obok garażu leśniczego, oczywiście wcześniej pytając go zgodę. Zakładamy plecaki na plecy i na szczyt podążamy czerwonym szlakiem. Jest to nasz ostatni cel tego dnia po Rudawcu i Kowadle. Droga początkowo płasko wiedzie przez las biegnąc wzdłuż rzeczki Wilczki, aby zaraz ją przeciąć. Po przejściu przez most droga zaczyna piąć się ostro pod górę. Idziemy drogą przez iglasty las po kamieniach, z których ułożona jest ścieżka. Po ciężkim podejściu wychodzimy już na bardziej płaską szutrową drogę, którędy dalej wiedzie nasz czerwony szlak.
Dalej po krótkim odcinku w miarę płaskiego podejścia szlak skręca w las. Droga wiedzie przez las ścieżką, gdzie po jednej stronie strome skaliste zbocze pnie się w górę , a po drugiej spada ostro w dół. Co rusz między drzewami pojawiają się piękne widoki a sama ścieżka też jest dość malownicza.
Mimo że ścieżka jest malownicza niestety jest dość długa i po pewnym czasie mamy wrażenie że co jakiś czas jakieś dziwne moce cofają nas na niej o kilkaset metrów bo ponownie widzimy te same skały :). Monotonne podejście i dłużący się czas sprawia, że nie możemy się doczekać widoku schroniska. I tak po dosyć długiej wędrówce jest 🙂 w końcu za kolejnym już zakrętem wyłania się schronisko, do którego niestety ostatnia prosta pnie się mocna pod górę. Więc wczłapujemy się na ostatnie wzniesienie na górze widząc ludzi, którzy już się delektują zimnym piwem, do którego my jeszcze mamy kawałek. Naszej wędrówce pod górę też towarzyszą dochodzące do nas dźwięki gitary.
I w końcu jesteśmy. Pierwsze co robimy to bierzemy klucz od pokoju i idziemy się umyć. Potem obiad z zimnym piwem. Ja z grzańcem bo czuję, że bierze mnie jakieś przeziębienie. Trudy naszej wędrówki wynagradzają nam piękne widoki i bajeczny zachód słońca. Nawet pies towarzyszący osobom siedzącym obok pokazuje swoje zadowolenie 🙂 .
Na sam szczyt Śnieżnika postanawiamy wejść już rano. Wieczór spędzamy na rozmowie z przesympatycznym właścicielem schroniska, który opowiada nam jakie teraz są realia prowadzenia schroniska i że wcale nie jest tak kolorowo, ze względu na rozgrywki polityczne wewnątrz PTTK. Jest to gospodarz, który wie wszystko o wszystkich więc strzeżcie się :-p . Nas jak tylko zobaczył to nam powiedział gdzie dokładnie zaparkowaliśmy samochód, dokładnie go opisując i żartując, że nie posiadamy już kół w samochodzie :-p . Pokoje jak to pokoje w schroniskach standard piętrowych łóżek. Akurat te tutaj tak skrzypią, że w nocy budzimy się za każdym razem kiedy chcemy się przekręcić :-p . Mimo to w schronisku panuje atmosfera, której nie doznamy nigdzie indziej. Także warto wybrać się tu nawet mercedesem ;).
Po średnio wyspanej nocy wstajemy wcześnie rano, żeby zdążyć wejść na szczyt Śnieżnika i jeszcze przed 10 oddać pokój. Według mapy na szczyt mamy 40 min zielonym szlakiem. Idąc tak pod górę stwierdzamy, że to była dobra decyzja, żeby wejść rano ponieważ szlakiem podążamy sami, a towarzyszą nam tylko promienie słońca i przyroda. Na szczycie jesteśmy sami i jest nam tak dobrze, że nie mamy ochoty schodzić na dół. Oglądamy ruiny wieży, która niegdyś tu stała, naprawdę wielka szkoda, że zdecydowano się ją wyburzyć. Jest tu taka cisza i spokój, że aż szkoda odchodzić.
No ale cóż pora wyruszyć w dalszą drogę więc schodzimy do schroniska oddajemy pokój i wyruszamy w drogę na dół. Idąc w dół mijamy masę ludzi podążających w górę. Jest pierwszy maja więc w sumie można było się tego spodziewać dzisiaj na pewno nie będzie już tam takiego spokoju jak był wczoraj. Za to gospodarz na pewno sprzeda wszystkie kotlety, które tłukł wczoraj przez cały wieczór 🙂 . Gdy dochodzimy do tego najbardziej stromego podejścia, które było wczoraj na samym początku naszej wędrówki masy ludzi podążają w górę i tylko zerkając na nas od czasu do czasu pytają czy daleko jeszcze do schroniska. Niestety nie mamy dla nich dobrych wieści, za to pocieszamy faktem, że za chwilę wyjdą na bardziej płaską drogę. Jedna z osób, którą w pewnym momencie mijamy widząc nas mówi tylko do swojego towarzysza niedoli, że on to podziwia tych co wchodzą tam na górę tak z plecakiem 🙂 . No i jesteśmy na dole wbrew temu co gospodarz schroniska mówił nasz samochód nadal stoi na czterech kołach, a nie na cegłach 🙂 . Wyruszamy dalej dzisiaj mamy nocleg w Jagodnej, w której najprawdopodobniej zostaniemy już na pozostałe trzy noce, ponieważ moje przeziębienie mocno daje mi się we znaki. Mieliśmy też nocleg zarezerwowany w schronisku pod Biskupią Kopą na ostatnią noc. Decyzję czy tam idziemy czy nie podejmiemy już po dojeździe do Jagodnej.
Nasza trasa do Schroniska na Śnieżniku.
Oraz na sam Śnieżnik i powrót do Międzygorza.