Kłodzka Góra 765 m n.p.m. – Góry Bardzkie – KGP – Zimowe wejście

Do tego szczytu podchodziliśmy dwa razy. Pierwszym razem gdy jechaliśmy z Biskupiej Kopy do Jedliny Zdrój gdzie mieliśmy nocleg. Wtedy niestety wyszliśmy na szlak zbyt późno i nie przewidzieliśmy takich pokładów śniegu przez, które szliśmy strasznie wolno i w połowie drogi zawróciliśmy bo stwierdziliśmy, że nie damy rady wrócić przed zmrokiem. Na dokładkę jeszcze na początku pomyliliśmy drogę i szliśmy w równoległa trasą rowerową nie po właściwym szlaku przez co zmarnowaliśmy strasznie dużo czasu na powrót na szlak. To sprawiło, że mieliśmy strasznie negatywne podejście do szlaku niebieskiego prowadzącego na szczyt od strony Przełęczy Kłodzkiej. Dodatkowo zniechęcało nas to, że po drodze nie było żadnych widoków i trasa prowadziła to w górę to w dół zaliczając po drodze m.in szczyt Grodziska, który jest jedynie 30 metrów niższy od naszego docelowego szczytu. Po drodze należy bacznie obserwować szlak, który potrafi robić zakręty o 90 stopni w lewo wbijając się pod górę przez las. Jeżeli nikt nie przetarł szlaku wcześniej łatwo takie miejsce ominąć.  Ostatnim razem dotarliśmy do Grodziska tym razem nie odpuścimy Kłodzkiej Górze. Droga jest trochę lepsza niż poprzednio już nie brodzimy tak w śniegu, który od ostatniego razu jak tu byliśmy zdążył się trochę rozpuścić, więc idzie się lepiej niż ostatnio. Docieramy na szczyt robimy zdjęcia i ruszamy w drogę powrotną.

W drodze powrotnej widząc ślady na śniegu nie prowadzące szlakiem tylko omijające Grodzisko. Postanawiamy kierując się mapą zboczyć ze szlaku i spróbować ominąć ten szczyt. To była dobra decyzja zbaczając ze szlaku w dół tuż przed samym Grodziskiem trafiamy na trasę, która była wytyczona na drzewach chyba dla jakiegoś rajdu rowerowego. Doprowadza nas ona do drogi, która wiedzie równolegle do szlaku zboczem z pięknymi widokami prowadząc nas prosto do parkingu leśnego, na którym zostawiliśmy samochód. Nie rozumiem dlaczego trasa na szczyt Kłodzkiej Góry wytyczona została w tak nieciekawy sposób skoro istnieje dziesięć razy lepsza z widokami alternatywa dla niej.

Na koniec wszystkiego nawet nie udało nam się zdobyć pieczątki do książeczki. W okolicy wszystko pozamykane. Po dojechaniu do Kłodzka chcieliśmy zdobyć pieczątkę jako potwierdzenie do książeczki, zatrzymujemy się akurat przy weterynarzu, która stwierdza, że on nam absolutnie nie da pieczątki bo jeszcze użyjemy ją do jakichś niecnych celów. Ta góra nie należy niestety do naszych ulubionych. Może kiedyś jak powstanie na jej szczycie planowana wieża będzie warto się na nią wybrać ponownie. Póki co wracamy zmęczeni bez pieczątki do naszego pensjonatu.

Wielka Sowa 1015 m n.p.m. – Góry Sowie – KGP – Zimowe wejście

Nastał kolejny piękny zimowy dzień idealny na zdobycie kolejnego szczytu z listy KGP. Dzisiaj Wielka Sowa w prawdziwie magicznej zimowej odsłonie. Naszą wędrówkę rozpoczynamy z miejscowości Rzeczka tutaj też zostawiamy samochód na płatnym parkingu tuż przy drodze prowadzącej na Wielką Sowę czerwonym szlakiem. Opłata za cały dzień parkowania wynosi tradycyjnie 5 zł. Droga wznosi się prowadząc do pierwszego schroniska „Orzeł”. Dalej w górę idąc towarzyszą nam przepięknie pokryte śniegiem drzewa, który wiatr ułożył w iście artystyczny sposób. Wszystko to tworzy bajeczną zimową scenerię.

Na szczycie wita nas słońce zero chmur i tajemnicza sceneria z wieżą w tle. Wieża jest przepięknie polukrowana śniegiem z każdej strony. Święcące słońce roztapia fragmenty śniegu, co powoduje co rusz odpadanie całych płatów i głuchy dźwięk rozbijający je o ziemię. Jest bajkowo.

W drodze powrotnej nie mogliśmy się ustrzec pokusie zrobienia orła na tych dziewiczych nie naruszonych ludzką stopą polach czysto białego śniegu.

Postanawiamy również odwiedzić schronisko „Sowa”. W którym tuż obok stołów przy których się je jako element dekoracji wisi sobie historyczna deska klozetowa. Niestety również z przykrością muszę stwierdzić, że osoba pracująca tam była jedną z najmniej miłych ludzi jakich do tej pory spotkałam we wszystkich schroniskach, które odwiedziliśmy. Typowe podejście nastawione na pieniądze, nie będę wchodzić w szczegóły bo może po prostu mieli zły dzień.

Także wbrew naszym chęciom zjedzenia tu obiadu raczymy się szybkim pieprzowym piwem i idziemy dalej. Odwiedzamy schronisko „Orzeł”, w którym zjadamy pyszną zupę za naprawdę niewielką kwotę. Jest dzisiaj tak ciepło od słońca, że siadamy na zewnątrz i podziwiamy piękne widoki delektując się pyszną zupą. Gorąco polecamy to miejsce. W przedsionku wejścia do schroniska rozłożone jest igliwie które pięknie intensywnie pachnie i skutecznie pozbawia obuwie przyczepionego do niego śniegu.