Dzień IV Kondratowa – Tatry

To był dla nas najbardziej wyczerpujący dzień, ale też z przepięknymi widokami i super pogodą. Przeszliśmy z Doliny Kościeliskiej do schroniska na Kondratowej hali. Szliśmy przez Dolinę Tomanową panował tam taki spokój czuło się obecność czystej natury nie zaburzonej ludzką obecnością na tym odcinku spotkaliśmy może dwie osoby po drodze.

 Dalej szliśmy przez Ciemniaka. Historyjka z drogi 🙂 – wspinamy się i wspinamy pod górę, każdy kto był na Ciemniaku to zna to podejście. I tak idziemy Aga pierwsza i w połowie drogi mija nas para dziewczyna z chłopakiem. Ona idzie pierwsza on za nią nikogo więcej w tym momencie w pobliżu. W pewnym momencie odwraca się i mówi do niego głośno z pewną nutką sarkazmu: „czemu  ty tak sapiesz”. Na to Aga do niej: „to nie on to ja” 🙂 . Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem i chyba tak dobre pół godziny jeszcze się śmialiśmy po minięciu się 🙂 . Potem był Ciemniak, Małołączniak i Kondracka Kopa tam nas złapał nas deszcz na szczęście chwilowy. Ale przy okazji kolejna śmieszna sytuacja. Aga na szczycie zaczyna się ubierać, dopina nogawki do spodni, zakłada pokrowiec na plecak i na końcu kurtka przeciw deszczowa, to wszystko z boku obserwuje chłopak, który po tym jak Aga już się zebrała i ogarnęła tylko na nią spojrzał i z lekceważącą miną wyjął parasolkę pstryk i już jest i poszedł dalej 🙂 . Takich mamy turystów na szlakach jak zacznie padać na szczycie to luzik bo ma parasolkę 😛 . Trochę zdjęć z trasy.

Dzień III Ornak – Tatry

Do jedzenia zabraliśmy pyszne chrupkie pieczywo wasa i pomimo tego, że jedliśmy je dopiero trzeci dzień, to żadne z nas już nie miało ochoty nawet na nie patrzeć. Marzyliśmy o świeżych bułeczkach 🙂 . Tego dnia opuszczaliśmy schronisko w dolinie Chochołowskiej i przemieszczaliśmy się do schroniska Ornak. Tam mieli nas odwiedzić Łukasza rodzice, którzy byli w Krakowie w sanatorium i chcieli się z nami zobaczyć. Do Kościeliskiej szliśmy standardowo przez Iwaniacką przełęcz. Droga była przyjemna. Gdy dotarliśmy do przełęczy spotkaliśmy tam grupkę przesympatycznych starszych ludzi idących na Ornak, którzy byli przyjaciółmi od czasów szkolnych i widząc nas z plecakami zaczęli wspominać jak to kiedyś się chodziło po górach. Do gotowania brało się maszynkę na paliwo, a paliwo nosiło w butelce w plecaku, jednak przez to, że butelka nigdy nie była szczelne to ubrania zawsze śmierdziały paliwem. Spało się w namiotach tam gdzie akurat w danej chwili zachciało się je rozbić. Mówili, że zazdroszczą nam i żebyśmy nigdy nie przestawali chodzić po górach, żebyśmy przynajmniej raz w roku pojechali w góry. Bo oni zrobili sobie 20 lat przerwy i jak tu przyjechali i poszli pierwszy raz na szlak  to mieli czas geriatryczny ( ten z tabliczki na oznakowanym szlaku ) plus 30 min :-). Ale teraz już jest lepiej bo jak idą to przynajmniej mieszczą się w czasie geriatrycznym 😛 . Poniżej nasze zdjęcie z przełęczy strasznie żałujemy, że nie zrobiliśmy sobie żadnego zdjęcia z tymi ludźmi, ale cały czas mamy to wspomnienie w pamięci.

 

Ruszyliśmy dalej w drogę po krótkim postoju. Dzisiaj na szczęście nie padał deszcz 🙂 . I dotarliśmy 🙂 . Wzięliśmy klucze do pokoju i ku wielkiemu zaskoczeniu po wejściu do pokoju okazało się, że pokoje są naprawdę ładne i duże co nas zszokowało najbardziej bo zazwyczaj w schroniskach pokoje są małe a całą przestrzeń wypełniają łóżka a tu taka niespodzianka 🙂 . Chwilę odpoczynku i ruszyliśmy na spotkanie rodzicom Łukasza. Sprawili nam prawdziwą niespodziankę bo przynieśli nam świeże bułeczki, ser, kabanosy, winogrona no i piwo naprawdę prawdziwa uczta jami 😀 .

 

Ten dzień był naprawdę przyjemny 🙂 .