Szczeliniec Wielki 919 m n.p.m. – Góry Stołowe – KGP

Drugiego maja po przebudzeniu okazało się, że raczej pogoda nie będzie nas dzisiaj rozpieszczać. Ale po zjedzeniu śniadania i sprawdzeniu pogody, która niestety tego dnia zapowiadała się deszczowo decyzja zapadła, że idziemy w Góry Stołowe. Zebraliśmy się zabraliśmy wszystkie niezbędne rzeczy, które mogą być potrzebne w taką pogodę i wyruszyliśmy. Samochód zostawiamy na jednym z wielu płatnych parkingów w Karłowie nieopodal wejścia na schody prowadzące na Szczeliniec. Parking kosztuje 5 złoty za nieokreślony czas parkowania więc cena jest ok. Przed dojściem do słynnych 655 schodów na szczyt mijamy liczne stragany z oscypkami, których kilka zakupimy po powrocie 🙂 . Dochodzimy do schodów, a więc komu w górę temu w czas 🙂 . Schody pokonujemy dosyć szybko i sprawnie. Mimo wszechobecnej mgły dookoła jest sporo ludzi. Szybko jesteśmy przy schronisku. Tam podbijamy sobie książeczki zdobywców Korony Gór Polski. Przed dalszą trasą pozostaje nam odstać swoje w w kolejce po bilet na drugą część tzw. „trasę turystyczną”, która jest płatna i tam znajduje się właściwy najwyższy szczyt Gór Stołowych – Szczeliniec Wielki, a dokładnie Tron Liczyrzepy lub Tron Karkonosza lub Fotel Pradziada, jak kto woli. Ponieważ pogoda jest dzisiaj jaka jest, na szczycie niestety nie widać nic dalej niż na odległość kilkudziesięciu metrów. Wszystko tonie w chmurach, ale też czasami na pocieszenie gdzieniegdzie nieśmiało wychodzi słońce zza chmur.

Po wejściu na trasę turystyczną zaraz na progu wita nas niesamowity kot, który ani drgnie i wygląda jakby tylko przypatrywał się kolejnym turystom i liczył sobie wszystkich, którzy wejdą na jego teren 🙂 .

W środku  kociego królestwa wszędzie skały przypominające różne kształty, tonące w chmurach i mgle. Po chwili docieramy do naszego szczytu. Wędrujemy sobie między skałami o nazwach wywodzących się z podobieństwa ich kształtu do różnych rzeczy lub zwierząt. Mijamy wielbłąda, małpoluda na tle, którego mój mąż nie omieszkał mi zrobić zdjęcia 🙂 .

Na końcu wędrówki schody w dół. Co ciekawe im niżej schodziliśmy tym było coraz zimniej i pogoda była coraz gorsza, a na samym dole padał deszcz. Wniosek z tego, że dzisiejszy dzień lepiej spędzić wyżej ponad chmurami 🙂 . Więc jedziemy na kolejny szczyt Orlicę zaraz  po zakupie sporej ilości oscypków 🙂 .

Nasza trasa

Jagodna 977 m n.p.m. – Góry Bystrzyckie – KGP

Do Jagodnej dojeżdżamy 1 maja 2014 samochodem pod samo schronisko. Po wejściu do schroniska ukazuje nam się urokliwe wnętrze schroniska.

Nocleg mamy zarezerwowany na trzy noce weekendu majowego gdyż tylko w takiej opcji można było zarezerwować nocleg w tym terminie. Tak więc płacimy za trzy noce, Miłą niespodzianką jest to, że właściciele schroniska respektują w tym terminie zniżki PTTK jak i kartę rabatową zdobywców KGP. Nie wszędzie tak jest. Tym samym podejmujemy decyzję, że zostajemy w Jagodnej do końca naszej wyprawy majowej i nie idziemy na Biskupią Kopę. nocleg tam  niestety odwołujemy. Na szczęście zaliczkę, którą zapłaciliśmy za rezerwację przepiszą nam na inny termin, tak żeby nie była ona stracona. Kwaterujemy się w naszym pokoju, który jest przytulny i jest w nim naprawdę ciepło. Jagodna słynie z tego, że grzejniki w pokojach zawsze są na full i trzeba otwierać okna szczególnie na piętrze bo inaczej temperatura skacze strasznie go góry. Rozpakowujemy się, ogarniamy się i po sprawdzeniu pogody podejmujemy decyzję, że idziemy jeszcze dzisiaj zdobyć Jagodną. Wyruszamy ze schroniska niebieskim szlakiem. Cały szlak na szczyt jest w zasadzie dopiero co utworzoną nartostradą utwardzoną, żwirem. Szlak nie jest wymagający. Leciutko wspina się pod górę, żeby w końcu dotrzeć do ambony znajdującej się na szczycie. Ambona oznaczona jest tabliczką z  informacją, że jesteśmy na Jagodnej na wysokości 977 m n.p.m.. Po drodze do szczytu mijamy kilka takich samych ambon i można zwątpić czy to już szczyt czy nie. Na tej jednej jest tabliczka. Jedna para idąca za nami na szczyt  chyba stwierdziła, że jedna z pierwszych ambon to już szczyt i tam zakończyli swoją wędrówkę bynajmniej tak nam się wydaje bo na szczyt za nami nie dotarli i w drodze powrotnej też ich nie spotkaliśmy. Także nie dajcie się zwieść pozorom 🙂 . W drodze na szczyt pomiędzy drzewami ukazywały się co pewien czas widoki na okolicę. Słońce również nam towarzyszyło.

Na szczyt docieramy w około godzinę. Przy ambonie spotykamy jeszcze jednego zdobywcę KGP. który wszystkie swoje zdobyte szczyty zapisuje na mapie, z którą robi sobie zdjęcia na każdym szczycie.

Sesja zrobiona pora wracać. Na miejscu korzystamy ze schroniskowej kuchni, która jest naprawdę wyśmienita i polecamy ją z czystym sercem. Polecamy przede wszystkim racuchy oczywiście z jagodami. Podpieczone pierogi ruskie są przepyszne, a i dania mięsne zaspokoją największy głód. Wieczór spędzamy na dole w schronisku gdzie przez cały czas gościom towarzyszą schroniskowe zwierzęta i ten szczególny najsłynniejszy pies, który całymi dniami śpi i raz na jakiś czas tylko się budzi. Opracowany przez niego sposób wstawania ze swojego ulubionego fotela przypomina podrygi wyciągniętej na pomost ryby – widok bezcenny 🙂 .

Nasza trasa na Jagodną.