Drugiego maja po przebudzeniu okazało się, że raczej pogoda nie będzie nas dzisiaj rozpieszczać. Ale po zjedzeniu śniadania i sprawdzeniu pogody, która niestety tego dnia zapowiadała się deszczowo decyzja zapadła, że idziemy w Góry Stołowe. Zebraliśmy się zabraliśmy wszystkie niezbędne rzeczy, które mogą być potrzebne w taką pogodę i wyruszyliśmy. Samochód zostawiamy na jednym z wielu płatnych parkingów w Karłowie nieopodal wejścia na schody prowadzące na Szczeliniec. Parking kosztuje 5 złoty za nieokreślony czas parkowania więc cena jest ok. Przed dojściem do słynnych 655 schodów na szczyt mijamy liczne stragany z oscypkami, których kilka zakupimy po powrocie 🙂 . Dochodzimy do schodów, a więc komu w górę temu w czas 🙂 . Schody pokonujemy dosyć szybko i sprawnie. Mimo wszechobecnej mgły dookoła jest sporo ludzi. Szybko jesteśmy przy schronisku. Tam podbijamy sobie książeczki zdobywców Korony Gór Polski. Przed dalszą trasą pozostaje nam odstać swoje w w kolejce po bilet na drugą część tzw. „trasę turystyczną”, która jest płatna i tam znajduje się właściwy najwyższy szczyt Gór Stołowych – Szczeliniec Wielki, a dokładnie Tron Liczyrzepy lub Tron Karkonosza lub Fotel Pradziada, jak kto woli. Ponieważ pogoda jest dzisiaj jaka jest, na szczycie niestety nie widać nic dalej niż na odległość kilkudziesięciu metrów. Wszystko tonie w chmurach, ale też czasami na pocieszenie gdzieniegdzie nieśmiało wychodzi słońce zza chmur.
Po wejściu na trasę turystyczną zaraz na progu wita nas niesamowity kot, który ani drgnie i wygląda jakby tylko przypatrywał się kolejnym turystom i liczył sobie wszystkich, którzy wejdą na jego teren 🙂 .
W środku kociego królestwa wszędzie skały przypominające różne kształty, tonące w chmurach i mgle. Po chwili docieramy do naszego szczytu. Wędrujemy sobie między skałami o nazwach wywodzących się z podobieństwa ich kształtu do różnych rzeczy lub zwierząt. Mijamy wielbłąda, małpoluda na tle, którego mój mąż nie omieszkał mi zrobić zdjęcia 🙂 .
Na końcu wędrówki schody w dół. Co ciekawe im niżej schodziliśmy tym było coraz zimniej i pogoda była coraz gorsza, a na samym dole padał deszcz. Wniosek z tego, że dzisiejszy dzień lepiej spędzić wyżej ponad chmurami 🙂 . Więc jedziemy na kolejny szczyt Orlicę zaraz po zakupie sporej ilości oscypków 🙂 .
Nasza trasa