Kreta – ten sam dzień widziany oczami natury: Rzeka Żółwi, Jezioro Kournas

Po wizycie w klasztorze jedziemy przepłynąć rzekę żółwi. Początek, a w zasadzie koniec rzeki znajduje się w miejscowości Georgioupolis. Do miejscowości można dojechać zjeżdżając z drogi krajowej E75. Żeby dotrzeć do rzeki przejeżdżamy miejscowość, aż do mostu przecinającego rzekę. Teoretycznie zaraz za mostem można zjechać samochodem aż do samego mini portu, jednak zjazd jest dosyć stromy i wąski, więc my zostawiamy samochód tuż przed mostem po lewej stronie na parkingu dodatkowym plusem tego jest cień, w którym będzie chroniony przed słońcem. Schodzimy na brzeg gdzie znajduje się kilka wypożyczalni sprzętu wodnego. Podchodzimy do pierwszego i wypożyczamy rowerek, głównie dlatego się decydujemy na takie rozwiązanie bo ma on ochronę przed słońcem w postaci zrobionego zadaszenia. Koszt wypożyczenia to 10 euro za godzinę, ale Pani, która nam wypożycza mówi, że nie pilnują oni co do minuty i że jak spóźnimy się te 5-10 min to nie policzy nam za kolejną godzinę. No to płyniemy, piersze co to się rozbieramy ze spodni do stroju bo jest nam gorąco, i mamy wielką ochotę wskoczyć do tej wody, ale jak tylko zanurzam w niej nogi to rezygnuje z genialnego pomysłu bo woda jest lodowata, nie ukrywam mojego zaskoczenia bo przecież na zewnątrz jest z jakieś 40 stopni. Płynie widoki naprawdę są piękne zero żywej duszy na około oprócz nas płynących przez chwilę można się poczuć tak jakby płynęło by się przez jezioro w dzikiej dżungli. Na nasze nieszczęście nie spotykamy żadnych żółwi. Wszędzie jest tylko mnóstwo ogromnych ryb, które można obserwować przez krystalicznie czystą wodę.

Kolejnym punktem naszej dzisiejszej wycieczki było Jezioro Kournas, jest to największe słodkowodne jezioro Krety. Położone wśród malowniczych szczytów górskich Lefka Ori. Jego głębokość dochodzi do 45 m . Głębokość jeziora przemawia za tym, że jest pozostałość epoki lodowcowej. Jednak legenda mówi, że jezioro to powstało jako wynik gniewu Boga, który za to, że mieszkańcy miejscowości niegdyś tu leżącej nie żyli zgodnie z przykazaniami bożymi, Bóg postanowił zesłać na nich ulewny deszcz padający przez wiele dni, którego spadło tak dużo, że zatopiło miasteczko i wszystkich żyjących tam mieszkańców. Jedyną ocalałą była córka tutejszego Kapłana, która po dziś dzień jest widywana jak przesiaduje i rozczesuje swoje piękne włosy nad brzegiem jeziora. Samo jezioro wpisane jest pod ochronę w programie natura 2000. Dojazd jest w miarę prosty trzeba zjechać z drogi krajowej E75 na Georgioupolis, a potem prosto nad jezioro dojeżdżając można się kierować znakami wskazującymi kierunek jazdy, niezależnie od tego którą drogę wybierzemy dojeżdżamy w to samo miejsce.

Tu zażywamy w końcu naszej wytęsknionej kąpieli. Samochód można zostawić na górze tuż przy zejściu do jeziora, są parkingi co prawda należące do tutejszych restauracji, ale nikt nam nie zwrócił uwagi czy mamy zapłacić ani też nie było żadnych problemów z zostawieniem samochodu. Na samej plaży są również porozstawiane leżaki. Niby też przypisane do poszczególnych restauracji. ale ponieważ każda z tych restauracji usytuowana jest na górce nad jeziorem to podejrzewam, że nie ma zbyt wielu chętnych osób, które by pilnowały leżaków i biegały góra dól w tym skwarze tylko gdy ktoś nowy pojawi się na plaży. Ale jeżeli chcemy z czystym sumieniem korzystać z leżaków to wystarczy zakupić coś w danej knajpce i możemy się cieszyć leżakami do woli. My jednak korzystamy z opcji nie kupowania gdyż kiedy dochodzimy na brzeg już nie chcę nam się z powrotem wspinać pod górę tylko po to żeby coś kupić, przyjmujemy taktykę: kładziemy się, a jak ktoś podejdzie to wtedy kupujemy :-), oczywiście nikt nie podszedł 🙂 . A my delektujemy się słodkowodnym przepięknym jeziorem.

Kreta krajobrazy jednego dnia- Jaskinia Niedźwiedzia,Tajemnicze Klasztory: Moni Gouvernetou, Tzargalon i Katholiko

Dzisiejszy dzień można zaliczyć do tych dni, w których ilość przepięknych i niezapomnianych miejsc zobaczona i uwieczniona na zawsze w naszych wspomnieniach może przyprawić o zawrót głowy, ale taki pozytywny zawrót. Dzień, w którym chłoniemy każdą minutę dnia wszystkimi zmysłami jakie tylko mamy do dyspozycji, dotyk beżowych chropowatych skał, palące południowe słońce śródziemnomorskie, zapach natury, dźwięki wszytko to razem sprawia, że w zwykły szary dzień po powrocie będziemy powracać myślami do tych chwil i zatapiać się w cudownych wspomnieniach odkrytego przez nas kawałka świata.

Nasza dzisiejsza podróż rozpoczyna się u wrót klasztoru Moni Gouvernetou. Klasztor ten jest owiany tajemnicą ciężko się tu dostać. Zakonnicy mieszkający w klasztorze wytyczyli zasady na jakich przeciętny turysta ma prawo zwiedzić klasztor. Zaczynając od godzin zwiedzania od 9-12 lub od 17-19, a  w soboty i niedziele od 9-11 i od 17-20, kończąc na stosownym ubiorze ( długie spodnie i zakryte ramiona). Oczywiście w każdym klasztorze na Krecie bez wyjątku  obowiązuje całkowity zakaz fotografowania. Podjeżdżamy pod mur klasztoru, gdzie znajduje się placyk, na którym można zostawić samochód. Jadąc po drodze mijamy klasztor Tzagarolon zwany kościołem Świętej Trójcy lub Ag Triada. Droga wiodąca od klasztoru Ag Triada do Moni Gouvernetou zrobiła się węższa i trochę dziksza, ale spokojnie można nią jechać zwykłym samochodem nie jest to droga gorsza od polskich wiejskich dróg i do samego klasztoru dojeżdża się asfaltem. Dodatkowo mamy okazję podziwiać naprawdę godne naszych oczu widoki 😉 .

Pozostawiwszy samochód mijamy mury klasztoru, za którymi znajduje się ścieżka wiodąca przez zielony ogród pod sam budynek klasztoru.

Niestety pomimo tego, że z tysiąc razy sprawdzaliśmy, o której godzinie musimy być żeby wejść na zwiedzanie bo wiedzieliśmy, że często ludzie tutaj zastają drzwi zamknięte odbijamy się od wejścia od klasztoru, zwiedzanie jest niemożliwe ze względu na właśnie prowadzony remont klasztoru. No cóż. Idziemy dalej tuż za murami klasztoru znajduje się furtka, za którą znajduje się ścieżka wiodąca przez wąwóz Avlaki do Jaskini Niedźwiedzia i dalej do klasztoru Katholiko (kościół Św. Jana Pustelnika) podążając dalej ścieżką w dół od klasztoru Katholiko można po godzinie dotrzeć do morza. O godzinie 9:00 rano jesteśmy już na drodze prowadzącej do Jaskini niedźwiedzia. Pomimo dosyć wczesnej godziny słońce daję się we znaki dodatkowo na nogach mamy długie spodnie ze względu na wymogi zwiedzania klasztoru co znacząco obniża  nasz komfort cieplny. Wszystkim, którzy będą planować taką trasę proponuje zabrać na zmianę krótkie spodenki i obowiązkowo krem z filtrem my swojego zapomnieliśmy został w samochodzie i o ile ja się posmarowałam przed wyjazdem to mój mąż nie i trochę się stresował, że go spali to słońce na jego szczęście nie było tak źle. Sama ścieżka podobna jest do naszych górskich szlaków wyłożonych kamieniami, tylko temperatura to jakieś 20 stopni C więcej, także wygodne buty i woda to podstawa.  Po jakichś 30 minutach docieramy do Jaskini Niedźwiedzia. Wewnątrz jaskini znajdziemy wielką skałę o kształcie przypominającym niedźwiedzia pochylonego nad zbiornikiem  i małą kapliczkę. Z jaskinią wiążę się legenda, która wyjaśnia obecność tej niespotykanej skały w środku. Sama legenda obecnie przekazywana ma korzenie chrześcijańskie. Jednak istnieją zapiski, w których nazwa jaskini pojawiła się jeszcze w czasach starożytności kiedy jaskinia była miejscem czczenia Artemidy bogini łowów, zwierząt, lasów, gór i roślinności. Obecna wersja legendy  mówi, że mieszkający tu Mnisi chcieli  wyjaśnić zagadkę regularnie znikającej wody ze zbiornika. Pewnego wieczoru kiedy jeden z Mnichów obserwował grotę ze zbiornikiem, do jaskini wszedł olbrzymi niedźwiedź. Przerażony mnich zamknął oczy i zaczął modlić się do Maryi. Kiedy otworzył oczy niedźwiedź zamienił się w skałę i stoi tu po dziś dzień.

Dalej udajemy się drogą w dół do klasztoru Katholiko, wiodą do niego kamienne schody. Krajobraz wokół  jest dziki i słońce zaczyna pomału nam doskwierać. Kiedy docieramy na miejsce słońce nieźle praży można na szczęście znaleźć tu trochę cienia chowając się za kamiennymi ścianami. Sam klasztor sprawia wrażenie opuszczonego i porzuconego na pastwę Kreteńskiego słońca pośród gór gdzie nawet wiatr jest rzadkim gościem. Jednak na pewno ktoś tu urzędować musi świadczą o tym chociażby zapalone świeczki w kapliczce i fakt, że w jaskini Niedźwiedzia widnieje na tabliczce prośba do turystów o zabranie małego worka z cementem i zniesienie go na dół do klasztoru ponieważ trwa remont i każda najmniejsza para rąk które pomogą w dostarczeniu materiałów budowlanych na miejsce jest na wagę złota jako, że do klasztoru nie istnieje żadna inna droga oprócz tej wytyczonej przez ślady ludzkich stóp. Chwilę kręcimy się po okolicy pstrykamy parę fotek i postanawiamy wrócić.

W drodze powrotnej słońce nam doskwiera niemiłosiernie jest naprawdę gorąco i do tego nie ma co liczyć o tej godzinie na żaden cień ani choćby podmuch wiatru, a wrócić trzeba przecież pod górę. Jakiś czas później jesteśmy na parkingu. Nasz samochód na szczęście ma klimatyzacje więc możemy trochę się schłodzić. Przemieszczamy się, aby zwiedzić ostatni z trzech klasztorów położonych na półwyspie Akrotiri. Klasztor Ag Triada chyba jeden z najbardziej dostępnych do zwiedzania dla turystów z trzech klasztorów. Oczywiście obowiązuje stosowny strój. W razie gdyby jednak ktoś zapomniał okrycia ramion to na wejściu można pożyczyć chustę do przykrycia ramion. Czy strój turystów jest stosowny bacznym okiem obserwuje jeden z mnichów na wejściu gdzie również pobierana jest opłata za wstęp. W środku zastajemy dobrze zachowane sakralne budowle.

I wszechobecne koty, których głównym miejscem przesiadywania jest teren przed drzwiami kuchni gdzie każdy najmniejszy ruch w środku sprawia, że wszystkie one są od razu gotowe bo w każdej chwili może ktoś im rzuci jakiś smakołyk z klasztornej kuchni.