Afrata raj dla wytrwałych

Afrata Beach to jedno z najspokojniejszych miejsc do odpoczynku i plażowania jakie mieliśmy okazje zobaczyć. Można tutaj też zjeść bardzo dobre lokalne przysmaki w naprawdę niskiej cenie na dowód załączam zdjęcia. Żeby tu dotrzeć trzeba się kierować na Kissamos drogą krajową, a następnie w Kolymvari odbić na Afratę. Na mapach wydawać by się mogło, że do końca nie ma asfaltu i trzeba do samej plaży parę kilometrów jechać szutrem. Ale jest asfalt do samej plaży i tawerny. Po zjechaniu z głównej drogi trzeba się kierować na miejscowość Afrata, a już w samej miejscowości są znaki na plażę. Jest to jedyne miejsce gdzie leżaki są darmowe na Krecie. Spędzamy tutaj nasz kolejny wymarzony dzień w raju.

 

Przy okazji nasz samochód wypożyczyliśmy przez polskiego pośrednika Autoway Polska (http://www.autoway-polska.com/) który akurat w naszym przypadku porozumiał się z lokalnym Gerani Car Rental. Polecamy ceny w zasadzie takie same jak gdy się wypożycza na miejscu. Do tego jest komfort kontaktu i pewność wypożyczenia jeszcze w Polsce. Do tego przywożą i zabierają samochód z miejsca gdzie jesteśmy zakwaterowani, co też jest istotne. My dostaliśmy dodatkową niespodziankę bo wypożyczaliśmy tak naprawdę najniższą klasę samochodu, a dostaliśmy super samochód (Ford Focus) z wyższej klasy w tej samej cenie bo tamtych po prostu im zabrakło.

Odrobina raju na ziemi. Laguna Balos i wyspa Gramvoussa

Są dwie drogi, którymi można dostać się do Balos, morska i lądowa. My wybieramy opcje pierwszą, druga jest opcją jazdy wąską dostarczającą wrażeń drogą szutrową, na którą trzeba mieć dodatkowo ubezpieczony wypożyczony samochód. Rejsy do Balos organizowane są z miejscowości Kissamos. Docieramy tam jeszcze przed 10. Kupujemy bilet i jesteśmy na statku. Samochód pozostawiamy na parkingu tuż przy nabrzeżu nawet udało nam się znaleźć dla blaszaka kawałek cienia. Bilet na rejs kosztuje 23 euro. Wypływamy. Pierwszym punktem programu jest wysepka Gramvoussa, do której nie da się dotrzeć żadną inną drogą tylko morską. Nasz statek cumuje i morze ludzi wylewa się na wyspę, która jeszcze przed chwilą była w zasadzie bezludna nie licząc jednej chatki i dwóch starszych panów sprzedających gąbki. Po wyjściu rozpoczynamy wędrówkę w górę na XVI wieczną wenecką twierdzę. Z góry podziwiamy piękne widoki i morze ludzkich głów zmierzających z naszego statku pod górę. Widać też wystający ponad taflę wody wrak statku, który rozbił się tu u brzegu w ubiegłym wieku.

Po upalnej wędrówce w górę, będąc na dole pierwsze co robimy, to dla ochłody wchodzimy do morza. Czas płynąć dalej. W czasie rejsu można obserwować zjawisko wypiętrzania się masywu który tworzy wyspę. Na wschodzie wyspa się zanurza, na zachodzie unosi co widać po linii zaznaczonej na skałach przez wodę. Co powoduje, że niegdyś leżące porty na wschodniej części wyspy znajdują się teraz podwodą. Ta dziura w skale widoczna na zdjęciu to najprawdopodobniej pozostałości dawnego portu przeładunkowego.

Docierając na Balos ma się odczucie, że wstępuję się do raju jest tu wszechogarniający błękit morza we wszystkich swoich odcieniach. Najpierw postanawiamy wdrapać się wyżej, żeby na własne oczy zobaczyć te zapierające dech w piersiach widoki laguny, które przedstawiane są na każdej pocztówce i w przewodnikach. Dla chętnych chociaż nie wiem czy jest to przyjemność, ale na górę można za 20 euro wjechać osiołkiem.

Może wędrówka w takim skwarze nie należy do najprzyjemniejszych, ale widoki zapierają dech w piersiach.