Odrobina raju na ziemi. Laguna Balos i wyspa Gramvoussa

Są dwie drogi, którymi można dostać się do Balos, morska i lądowa. My wybieramy opcje pierwszą, druga jest opcją jazdy wąską dostarczającą wrażeń drogą szutrową, na którą trzeba mieć dodatkowo ubezpieczony wypożyczony samochód. Rejsy do Balos organizowane są z miejscowości Kissamos. Docieramy tam jeszcze przed 10. Kupujemy bilet i jesteśmy na statku. Samochód pozostawiamy na parkingu tuż przy nabrzeżu nawet udało nam się znaleźć dla blaszaka kawałek cienia. Bilet na rejs kosztuje 23 euro. Wypływamy. Pierwszym punktem programu jest wysepka Gramvoussa, do której nie da się dotrzeć żadną inną drogą tylko morską. Nasz statek cumuje i morze ludzi wylewa się na wyspę, która jeszcze przed chwilą była w zasadzie bezludna nie licząc jednej chatki i dwóch starszych panów sprzedających gąbki. Po wyjściu rozpoczynamy wędrówkę w górę na XVI wieczną wenecką twierdzę. Z góry podziwiamy piękne widoki i morze ludzkich głów zmierzających z naszego statku pod górę. Widać też wystający ponad taflę wody wrak statku, który rozbił się tu u brzegu w ubiegłym wieku.

Po upalnej wędrówce w górę, będąc na dole pierwsze co robimy, to dla ochłody wchodzimy do morza. Czas płynąć dalej. W czasie rejsu można obserwować zjawisko wypiętrzania się masywu który tworzy wyspę. Na wschodzie wyspa się zanurza, na zachodzie unosi co widać po linii zaznaczonej na skałach przez wodę. Co powoduje, że niegdyś leżące porty na wschodniej części wyspy znajdują się teraz podwodą. Ta dziura w skale widoczna na zdjęciu to najprawdopodobniej pozostałości dawnego portu przeładunkowego.

Docierając na Balos ma się odczucie, że wstępuję się do raju jest tu wszechogarniający błękit morza we wszystkich swoich odcieniach. Najpierw postanawiamy wdrapać się wyżej, żeby na własne oczy zobaczyć te zapierające dech w piersiach widoki laguny, które przedstawiane są na każdej pocztówce i w przewodnikach. Dla chętnych chociaż nie wiem czy jest to przyjemność, ale na górę można za 20 euro wjechać osiołkiem.

Może wędrówka w takim skwarze nie należy do najprzyjemniejszych, ale widoki zapierają dech w piersiach.

Podróż do wnętrza Ziemi: Jaskinia Melidoni (Gerontospilios)

Kolejnym punktem naszej wycieczki była Jaskinia Melidoni (Gerontospilios). Imponująca jaskinia do dziś dnia jeszcze do końca nie odkryta. Wciąż trwają tam prace i powoli odkrywany jest każdy metr podziemnych korytarzy tej zjawiskowo pięknej jaskini, która kryje jeszcze wiele tajemnic. Krążą o niej legendy. Związana jest też z nią historia, przedstawiająca niestety jak okrutny los człowiek człowiekowi może zgotować. W 1824 w trakcie walk wyzwoleńczych schronienie w jaskini znalazło około 370 mieszkańców wioski Melidoni głównie kobiety i dzieci i ok 30 partyzantów. Kiedy wojska Tureckie pod wodzą Husajna Bejta dowiedziały się o tym postanowiły zmusić Kreteńczyków do opuszczenia schronienia. Na nic zdały się groźby i siłowe próby. Kreteńczycy nie chcieli opuścić jaskini. Gdy Kreteńczycy zabili dwóch wysłanników wojsk tureckich Bejt podjął decyzję o zabarykadowaniu wejścia do jaskini odcięciu dopływu świeżego powietrza do środka. Następnie rozkazał podłożyć ogień, tak aby dym z palącego się drewna przedostał się do jaskini. Uwięzieni Kreteńczycy nie mieli żadnych szans i wszyscy zginęli dusząc się. Dzisiaj na znak tych tragicznych wydarzeń na środku jaskini stoi ołtarz upamiętniający ich śmierć, a w środku znajdują się prochy osób, które wtedy zginęły.

W drodze powrotnej zajeżdżamy do małej rodzinnej wytwórni oliwy (Paraschakis Family Olive Oil Factory). Gdzie gospodarze pozwalają nam zajrzeć do pomieszczeń i poznać tajniki tłoczenia oliwy z oliwek przez ich rodzinną fabrykę. Polecamy warto do nich zajrzeć w drodze powrotnej z jaskini Melidoni. Fabryka położona jest w miejscowości Melidoni u podnóża jaskini tuż przy drodze, którą wracamy na krajową E 75. Kupujemy od gospodarzy oliwę zarówno dla siebie jak i w prezencie dla naszych bliskich. Po powrocie idealnie smakuje i swoim smakiem przypomina nam nasze wakacje.