Dolina Chochołowska

Nastał długo wyczekiwany pierwszy dzień naszego urlopu w Tatrach. Wstajemy rano, wcześnie rano i o 4  już ruszamy w drogę, żeby dojechać o w miarę sensownej porze bo dzisiaj czeka nas jeszcze wędrówka do schroniska na Polanie Chochołowskiej. O godzinie 5:30 jesteśmy na wysokości wjazdu na A1 i tam już jest całkiem niezły korek utworzony przez samochody ludzi ciągnących nad morze. Mam nadzieję, że nas nie będzie czekał taki sam los na zakopiance. Niestety gdy dojeżdżamy do zakopianki przed nami sznur samochodów więc decydujemy się na objazd przez Mszanę Dolną. No i ileś kilometrów dalej w końcu dojeżdżamy od strony Czarnego Dunajca do wlotu Doliny Chochołowskiej. Naszym oczom ukazuje się widok połamanych jak zapałki drzew po halnym, który tutaj przeszedł. Pierwszy raz widzę ogrom połamanych drzew na własne oczy, a nie w ekranie telewizora. Samochód parkujemy w Zajeździe Józef. Jest to w miejscu gdzie rozpoczyna się szlak zielony prowadzący do schroniska. Bez problemu można zostawić tam samochód trzeba tylko pójść do gospodarzy zapytać czy można i zapłacić 10 zł za dobę. W zamian samochód stoi bezpieczny na parkingu tuż pod nosem gospodarzy. Stąd wyruszamy na szlak, który doprowadzi nas do schroniska. Dzisiejszy dzień jest słoneczny i nie ma w prognozie śladu deszczu na dzisiaj.  Po paru przystankach na zdjęcia i na delektowanie się pierwszym dniem w górach docieramy do celu. Bierzemy kluczyk od pokoju zarezerwowanego pół roku wcześniej rozpakowujemy i schodzimy na dół rozkoszować się schroniskową atmosferą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *