Kozi Wierch

Nastał ten dzień, w którym postanowiliśmy wybrać się na Kozi Wierch. Oczywiście standardem w tym roku jest brak pogody przez cały dzień. Po południu z prognoz wynika, że zjawią się nad naszymi głowami burze. Wyruszamy rano z „Piątki”. Wędrujemy czarnym szlakiem wznoszącym się w górę, na początku sami,

a potem towarzyszy nam jeszcze dwóch turystów idących w tym samym kierunku. Co chwila zmieniamy się z nimi na prowadzeniu. Potem przez towarzyszą nam również świstaki, miłe pluszowe zwierzaki 🙂 . Przez cała wędrówkę dookoła rozpościerają się za nami przepiękne widoki.

Na początku szlak wznosi się zakosami do góry.  Jednak tuż przed  samym szczytem, gdzie czarny szlak łączy się z czerwonym, trzeba bardzo uważać, żeby nie zgubić szlaku, bo jest dość słabo oznaczony. Tych dwóch turystów, z którymi ciągle się mijaliśmy na szczyt wchodzą tuż przed nami. Kiedy i  my docieramy na szczyt okazuje się, że im się nie udało i dotarli na grań Orlej Perci jakieś 100m od szczytu.

Na Kozim Wierchu delektujemy się pięknem gór, które nas otaczają nasze miny mówią za nas, jak bardzo jesteśmy szczęśliwi mogąc podziwiać piękno naszej ziemi z góry. A jest tu dość wysoko jest to najwyższy szczyt w całości polski ma 2291 m. n.p.m..

Kiedy schodzimy po jakimś czasie z powrotem mijamy naszych towarzyszy, którzy zorientowali się, że nie są na właściwym szczycie. Chłopaki są trochę skołowani. Jak pytaliśmy ich wcześniej gdzie zmierzają się wybrać to powiedzieli, że na przełęcz Krzyżne. Teraz ze względu na prognozy kierują się w stronę Zawratu, bo tam szybciej dotrą. Kiedy uświadamiamy ich, że szlak od Koziego Wierchu w stronę Zawratu jest jednokierunkowy i nie mogą iść od tej strony motają się jeszcze przez jakiś czas i w końcu decydują się na dalszą wędrówkę Orlą Percią w stronę przełęczy Krzyżne. I całe szczęście. Swoją drogą panowie byli bardzo zdecydowani 😛 . Suma summarum odważnie mimo zaciągających się już po mału burzowych chmur wybrali się dalej. My zdecydowaliśmy się wracać tą samą trasą. Nad naszymi głowami już słychać grzmoty. Do schroniska dotarliśmy dosłownie minutę przed deszczem. Jak tylko przekroczyliśmy próg schroniska to zaczęło lać. To niestety już ostatnia noc w „Piątce”i ostatnie zdjęcie przewalających się nocą chmur tuż nad szczytami górskich grzbietów.

Jutro idziemy do schroniska w Dolinie Roztoki to taki nasz mały luksus i nagroda na koniec naszych wędrówek. Uważamy, że jest to naprawdę najlepsze schronisko, nie tylko ze względu na warunki jakie tam panują, ale na przesympatyczne właścicielki i przepyszne pierogi 🙂 .

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *